Skocz do zawartości


tablety.pl
- - - - -

Smierć gen. Sikorskiego




  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
13 odpowiedzi w tym temacie

Ankieta: Komu najbardziej mogło zależeć na śmierci gen. Sikorskiego?

Komu najbardziej mogło zależeć na śmierci gen. Sikorskiego?

Nie możesz zobaczyć wyników tej ankiety dopóki nie oddasz głosu. Proszę zaloguj się i oddaj głos by zobaczyć wyniki.
Głosuj Goście nie mogą oddawać głosów

#1 Gość_Unicorn_*

Gość_Unicorn_*
  • Goście

Napisano 08 06 2005 - 23:34

Tajemnica tej śmierci doczekała się ogromnej ilości literatury, zarówno fachowej jak i typowo dyletanckiej pisaniny sensacyjnej, jednak wszystkie wersje praktycznie przyjmują za pewnik, że to był zamach... Wielu wskazuje na połączoną operację Muszkieterów z wywiadem brytyjskim, inni patrzą na Wschód->NKWD i słynna piątka szpiegów, kretów w wywiadzie brytyjskim. Zagadkę trudno rozwiązać ponieważ Brytyjczycy nie są skłonni oddać nam naszego własnego archiwum(sic!) i cedzą nam dokumenty albo przedłużają okres ich karencji..

Odtajniono cztery dokumenty, które wskazują, że gen. Sikorski mógł zginąć w wyniku sabotażu. Są to pierwsze znane dokumenty, w których Brytyjczycy nie wykluczają tej przyczyny katastrofy w Gibraltarze.
Wszystkie zostały sporządzone w 1969 roku dla ówczesnego premiera Harolda Wilsona. Pierwszy zawiera notatkę rzeczoznawcy RAF podającą w wątpliwość orzeczenie komisji brytyjskiej, która badając w 1943 roku okoliczności i przyczyny katastrofy, zignorowała możliwość sabotażu. Drugi to fragment zeznań byłego oficera KGB, który po ucieczce na Zachód stwierdził, że Sikorski został zamordowany przez NKWD. Choć najprawdopodobniej nie przedstawił żadnych dowodów potwierdzających tę hipotezę, Brytyjczycy uznali sprawę za \"bardzo delikatną\" i nie chcieli jej nagłaśniać. Kolejny dokument zawiera analizę sytuacji politycznej w 1943 roku. Wykluczono w nim jakikolwiek udział rządu brytyjskiego w tragedii gibraltarskiej. Była ona natomiast korzystna dla Stalina, który wielokrotnie apelował o \"rekonstrukcję\" polskiego rządu w Londynie. Dokument formułuje również podejrzenia, że związek ze śmiercią generała mogli mieli podwójni agenci działający na rzecz ZSRR

Za:
Źródło

Tajemnice tragedii w Gibraltarze: Część pierwsza opowieści o śmierci Generała Sikorskiego
TADEUSZ A. KISIELEWSKI
Mówią Wieki, 1 stycznia 2002

Okoliczności śmierci gen. Władysława Sikorskiego w Gibraltarze 4 lipca 1943 roku pozostają jedną z najważniejszych zagadek najnowszej historii Polski. Chociaż dzisiaj jesteśmy już pewni, że był to zamach, nadal nie znamy odpowiedzi na pytania: dlaczego zabito Sikorskiego, kto wydał rozkaz dokonania zamachu, kto uczestniczył w akcji i jaki był jej przebieg?
Mimo że władze brytyjskie wciąż nie ujawniły wszystkich dokumentów związanych ze śmiercią Sikorskiego, na podstawie innych relacji możemy spróbować zrekonstruować przygotowania do startu, lot i jego tragiczne zakończenie.

O godz. 22.30 (a według innych źródeł nawet nieco wcześniej) polski premier ze swą świtą i odprowadzającymi osobami odjechał na gibraltarskie lotnisko. Najdalej kwadrans później do samolotu wsiadło 17 osób, wśród nich 6 członków załogi, w tym pierwszy pilot, Czech, kpt. Eduard Prhal i drugi pilot mjr W.S. Herring (tej roli podjął się niejako przy okazji, ponieważ akurat wracał do Londynu). Po wejściu pasażerów do samolotu i załadowaniu bagaży pilot zgłosił wieży kontroli lotów gotowość do lotu. Przez kwadrans oczekiwano na zgodę na start. Punktualnie o 23.00 Prhal przeprowadził próbę silników, a o 23.07 rozpoczął się start.

Od chwili zamknięcia luku pasażerskiego do momentu rozpoczęcia startu upłynęło od 22 do 37 minut. Samolot nie stał przez ten czas nieruchomo, gdyż musiał odkołować na początek pasa startowego. Już po wejściu pasażerów i wniesieniu bagaży załadowano worek (worki?) z pocztą, o czym załoga maszyny i jej rzekoma ochrona nie wiedziały. Jeden z takich worków wypadł później z samolotu i został znaleziony na wschodnim skraju lotniska.

Od chwili oderwania się od pasa startowego do momentu zderzenia z wodą samolot przebywał w powietrzu 16 sekund. Według relacji kpt. Prhala z 1953 roku maszyna wzbiła się na wysokość 300 stóp i wtedy mechanik zameldował, że podwozie zostało wciągnięte, a Prhal, zgodnie z instrukcją, przymknął gaz i wyrównał samolot. Chwilę potem, w momencie ustawiania steru wysokości w pozycji do lotu poziomego, poczuł wstrząs i stwierdził, że ster jest zablokowany. W tym samym momencie mechanik zameldował, że blokada steru jest otwarta, nie ona zatem była przyczyną awarii. Piloci bezskutecznie usiłowali odblokować ster. Prhal zawołał do pasażerów: \"Uwaga, kraksa!\" (okrzyk usłyszano na wieży kontroli lotów), zamknął przepustnice paliwa i rozkazał Herringowi wyłączyć iskrowniki silników. Samolot pikował do morza z szybkością 150 mil na godzinę. Według niektórych źródeł maszyna skapotowała. Zatonęła po upływie 6 do 8 minut i opadła na dno na głębokość 30 stóp, rozpadając się na trzy luźno złączone części.
Zeznania kpt. Prhala

Paradoksalnie, przytoczona tu relacja Prhala wyklucza wybuch bomby podczas lotu (chociaż właśnie to starał się zasugerować), a do tego niemal w całości wydaje się niewiarygodna. Przemawia za tym analiza faktów:

Po pierwsze, Prhal podał, że samolot osiągnął pułap 300 stóp (wysokość tę podaje też we wspomnieniach kpt. R.B. Capes, oficer kontroli lotów, lecz zważywszy, że katastrofa wydarzyła się w nocy i w dużej odległości od wieży, jego obserwacja wydaje się mało miarodajna), podczas gdy bezpośrednio po katastrofie zeznał, że było to 150 stóp. Tymczasem mjr inż. Llewellyn, brytyjski ekspert od budowy liberatorów (właśnie taką maszyną leciał Sikorski), utrzymywał, że w ciągu 16 sekund samolot tego typu nie mógł wznieść się wyżej niż na 100 stóp.

Po drugie, mało prawdopodobne wydaje się, aby tak szybko zdążono wciągnąć podwozie, choć szczegół ten nie ma prawdopodobnie nic wspólnego z przebiegiem tragedii. W każdym razie na opublikowanych zdjęciach wraku samolotu widać wyraźnie, że nie zostało ono wciągnięte.

Kolejne wątpliwości zdają się obalać wersję kpt. Prhala w całości. Oświadczył on bowiem, że zamknął przepustnice, tymczasem ppłk Arthur M. Stevens, dokonujący urzędowej ekspertyzy wraku, stwierdził, iż były otwarte. Wbrew swoim zeznaniom Prhal aż do chwili wodowania kontrolował więc maszynę - nie spadała ona bezwładnie. Pilot utrzymywał ponadto, że samolot pikował z szybkością 150 mil na godzinę. Nawet dla laika oczywisty musi być fakt, że gdyby tak istotnie było, roztrzaskałby się on o powierzchnię morza i w żadnym wypadku nie mógłby utrzymywać się na wodzie przez 6 czy 8 minut. Taki przebieg katastrofy wyklucza też jednoznacznie symulacja komputerowa, przeprowadzona w 1992 roku przez prof. Jerzego Maryniaka z Politechniki Warszawskiej, specjalistę w zakresie wypadków lotniczych, wedle którego samolot łagodnie wodował. Poza wszystkim innym, jak twierdziło wielu doświadczonych pilotów, nawet gdyby ster wysokości był rzeczywiście uszkodzony, wykorzy-stując sprawne silniki, fletnery (niezależne elementy steru wysokości, odchylające się w przeciwnym doń kierunku) i ster kierunkowy, z pułapu 300 stóp Prhal mógł bez większego problemu posadzić maszynę łagodnie na wodzie, a nawet próbować zawrócić na lotnisko (nienaruszony stan fletnerów i steru kierunkowego dokumentują zaś ustalenia ppłk. Stevensa). Pierwsza z tych możliwości została zatem niewątpliwie wykorzystana przez czeskiego pilota, wbrew temu, co zeznał później.
Dlaczego więc Prhal kłamał? Na początku lat dziewięćdziesiątych redakcja programu telewizyjnego \"Rewizja nadzwyczajna\" otrzymała list, którego autor, podpisujący się jako \"Człowiek stamtąd\", twierdził: Czeski pilot był informowany o możliwości awarii samolotu i równocześnie został zapewniony, że z wypadku wyjdzie cało. Udziału w locie nie mógł odmówić - grożono ujawnieniem szczegółów z jego prywatnego życia. Gen. Sikorski poniósł śmierć w chwili, gdy samolot rozpoczynał rozbieg na pasie startowym. Kres życiu generała położyły dwie kule rewolwerowe. Losy pasażerów liberatora dopełniły się ostatecznie podczas detonacji.
Pewną rękojmię osobistej wiarygodności anonimowego autora listu może stanowić fakt, iż wiedział on, że rezydentem Abwehry w Gibraltarze była wówczas kobieta, co oznacza, że miał dostęp do informacji o najwyższym stopniu tajności. W świetle budzącej wątpliwości relacji kpt. Prhala twierdzenia \"Człowieka stamtąd\" (o ile są prawdziwe) nie zaskakują. Wskazywałyby, że Prhal miał świadomość, że samolot zakończy swój lot tuż po starcie. Dla doświadczonego lotnika, a takim był Prhal, manewr wodowania, zwłaszcza przy spokojnym morzu, nie przedstawiał wielkich trudności i nie zagrażał jego życiu. Czeski pilot niewątpliwie celowo tak opisywał okoliczności katastrofy (dramatyzując charakter upadku samolotu), by wynikało z nich, że sam przeżył wodowanie cudem, a zatem nie przyczynił się do śmierci pasażerów.

Co się wydarzyło na płycie lotniska?

Dwie polskie komisje pod kierownictwem płk. pil. Piotra Dudzińskiego, które w czasie wojny badały okoliczności katastrofy, stwierdziły, że porządek na lotnisku w Gibraltarze i dozór nad samolotem pozostawiały wiele do życzenia. Brytyjskie dochodzenie wykazało m.in., że wbrew przepisom dotyczącym ochrony samolotów VIP-ów wpuszczono na pokład liberatora wartownika, choć samolot powinien być opieczętowany natychmiast po wylądowaniu i chroniony wyłącznie przez posterunki zewnętrzne. Ewentualni zamachowcy (lub zamachowiec) mogli więc dostać się do maszyny, udając wartowników, mechaników, obsługę lotniska albo osoby upoważnione do ich kontroli.

Nie wiemy nawet, ile osób naprawdę wsiadło do samolotu, którym leciał gen. Sikorski. Podawana w wielu opracowaniach liczba 11 pasażerów i 6 członków załogi wykluczałaby obecność zamachowca na pokładzie. Jednocześnie wiemy, że Sikorski zaprosił na pokład kuriera z Warszawy Jana Gralewskiego, którego zwłoki z przestrzeloną głową znaleziono wkrótce po odlocie samolotu na pasie startowym, oraz tajemniczego polskiego oficera (ich rolę w wydarzeniach na Gibraltarze omówię szczegółowo w drugiej części artykułu, która ukaże się w styczniowym numerze \"Mówią wieki\"). Jeżeli obydwaj znaleźli się na pokładzie, to pasażerów było dwunastu. Natomiast szef polskiej misji wojskowej w Gibraltarze ppor. Ludwik Łubieński nie wspominał, aby przy ceremonii pożegnania zauważył dwunastego pasażera.

Jeżeli zamachowiec wszedł do samolotu, mógł to uczynić przed innymi i spokojnie czekać na ich przybycie (mógł być przecież jedną z dwóch osób zaproszonych przez Sikorskiego). Mógł też dostać się na pokład w ogólnym zamieszaniu wraz z pozostałymi osobami albo później, kiedy do samolotu wrzucano worek (worki?) z pocztą. Czy zamachowiec działał samotnie? Teoretycznie było to możliwe przy założeniu, że jego zadanie polegało na zainstalowaniu w samolocie ładunku wybuchowego. Przyjmijmy, że w trakcie kołowania usiłował niepostrzeżenie opuścić samolot, co zauważył Gralewski. Zeskoczywszy na pas startowy, zamachowiec strzelił do Gralewskiego, którego ciało wypadło na zewnątrz samolotu.

Jednak taka wersja wydarzeń wydaje się mało prawdopodobna, ponieważ zamachowiec nie miałby pewności, że Sikorski zginie. Ponadto załoga i pasażerowie samolotu zapewne zauważyliby śmierć Gralewskiego, co mogłoby spowodować wstrzymanie odlotu. Należy więc zakładać, że ładunek wybuchowy miał jedynie dobić pozostałych przy życiu pasażerów, zatrzeć ślady zbrodni, a przede wszystkim upozorować wypadek. Gwarancję skuteczności dawała natomiast celna kula, żeby zaś w ten sposób uśmiercić generała i jego świtę, potrzebnych było raczej kilka osób. Do samolotu mógł je wpuścić ów znany Sikorskiemu i zaproszony przezeń na pokład tajemniczy oficer lub występujący jako sobowtór Gralewskiego (na jego obecność wskazują niektóre źródła, o czym więcej w kolejnej części artykułu).

Przy założeniu takiego przebiegu wydarzeń kulminacyjny moment zamachu nastąpiłby już na początku pasa startowego. Mogło to wyglądać następująco (w grę wchodzą wyłącznie spekulacje, nie dysponujemy bowiem żadnymi dowodami): Gdy maszyna zatrzymała się, kończąc kołowanie, zbliżyli się do niej jacyś ludzie, dając niezrozumiałe znaki. Obecny na pokładzie zamachowiec zwrócił na nich uwagę pasażerów i zaproponował, by dowiedzieć się, czego chcą nieznajomi. Być może poprosił o otwarcie luku Gralewskiego, a sam zajął pozycję umożliwiającą szachowanie pasażerów bronią. Być może jednak zamierzał osobiście wpuścić nieznajomych, lecz został uprzedzony przez Gralewskiego, którego zastrzelił, gdyż groziło to pokrzyżowaniem planu.
Gdy Gralewski zginął, pozostali zamachowcy wskoczyli do samolotu i wraz z oczekującym ich oficerem otworzyli ogień do pasażerów oraz - być może - niektórych członków załogi. Wykonawszy pierwszą część zadania, podłożyli w luku bagażowym ładunek wybuchowy, a następnie opuścili pokład liberatora, pozostawiając otwarty luk bagażowy albo niedbale go zamykając. Kiedy samolot po przebyciu całego pasa startowego zadarł dziób, wzbijając się w powietrze nad wschodnim krańcem lotniska, jeden z worków z pocztą, leżący widocznie w pobliżu luku, wypadł na zewnątrz.

Podłożona bomba wybuchła natomiast już po wodowaniu samolotu, gdyż spowodowane przez nią zniszczenia były tak wielkie (dokumentuje to brytyjski raport), że gdyby wybuch nastąpił w powietrzu, maszyna runęłaby w dół jak kamień, roztrzaskując się na kawałki porozrzucane na wielkim obszarze dna.

Drugi pilot - zamachowiec czy ofiara

Wreszcie ostatnia kwestia: kto oprócz martwych (rannych?) pasażerów i członków załogi pozostał w startującym samolocie? Prawie na pewno nie było tam zamachowców, bo w przeciwnym razie ich zadanie miałoby z założenia charakter samobójczy. W czasie wodowania jedynym bezpiecznym miejscem w liberatorze była kabina pilotów, i to dopiero po zapięciu pasów, wątpliwe zaś, czy wystarczyłoby tam miejsca dla dodatkowych osób. Czy zatem jako jedyny pozostał przy życiu pilot kpt. Prhal? Z punktu widzenia organizatorów zamachu byłby to poważny błąd. Czeski lotnik mógłby bowiem próbować przerwać start, albo zawrócić maszynę, nawet mimo szantażu (o ile taki wobec niego zastosowano) i czekającego go oskarżenia o współudział w zamachu. Rzetelne wypełnienie przez niego zadania musiała więc nadzorować jeszcze jedna osoba, i to taka, która w razie potrzeby mogłaby przejąć kontrolę nad samolotem i doprowadzić misję do końca, a zarazem bezpieczna w czasie wodowania. Jedyną taką osobą na pokładzie liberatora był drugi pilot.

Istnieją trzy nie zweryfikowane informacje, czy też raczej pogłoski, które zdają się przemawiać na rzecz powyższej tezy. Po pierwsze, sierżant na wieży kontroli lotów widział podobno przez lornetkę jakąś postać idącą po skrzydle unoszącego się jeszcze na wodzie samolotu. Po drugie, ciała drugiego pilota mjr. Herringa nigdy nie odnaleziono, lecz ponoć ktoś widział go w gibraltarskim szpitalu, skąd następnie pospiesznie go ewakuowano. Po trzecie, jeden z oficerów RAF miał się zwierzyć mieszkającemu w Paryżu Polakowi, że w 1943 roku zaproponowano mu udział w zamachu na gen. Sikorskiego. Oficer odrzucił ową ofertę, lecz przyjął ją niejaki por. Johnson, którego dwa tygodnie później (przed zamachem?) awansowano aż do stopnia pułkownika.

Czy obecność mjr. Herringa jako drugiego pilota na pokładzie samolotu była rzeczywiście przypadkowa, czy też należał on do spisku? Czy mjr Herring i por. Johnson to jedna i ta sama osoba? Zbyt wiele tu niewiadomych, aby dysponując dzisiejszą wiedzą, rozstrzygnąć tę zagadkę.

Informacja \"Człowieka stamtąd\" o szantażowaniu Prhala i pogłoska o por. Johnsonie sprawiają wrażenie, że w 1943 roku prowadzono wśród lotników brytyjskich i państw sprzymierzonych werbunek pilotów-zamachowców. Czy werbownik nie obawiał się, że zostanie zadenuncjowany kontrwywiadowi MI-5? Jeżeli nie, to albo świadomie wybierał kandydatów podatnych na szantaż, a w takim razie miał dostęp do ich tajnych teczek personalnych, co świadczyłoby, że sam pracował w kontrwywiadzie, albo zobowiązywał ich pod przysięgą do zachowania tajemnicy, powołując się na rzekomy rozkaz (rządu brytyjskiego?). Trudniej zrozumieć, dlaczego nie obawiał się zeznań obydwu pilotów, które musieli złożyć przed komisją śledczą po udanym zamachu. Być może werbunku dokonano w taki sposób, że wykluczało to identyfikację werbownika, a być może piloci zostali zapewnieni, że komisja nie będzie podważała ich wersji katastrofy. Wiadomo, że brytyjskie tajne służby unikają stawiania oskarżeń, gdy nie mają niezbitych dowodów winy. Istnieje wreszcie trzecia możliwość, że Prhal i Herring również mieli zostać zlikwidowani. Przeznaczeniem ładunku wybuchowego byłoby więc nie tylko zmasakrowanie ciał pasażerów i zatarcie śladów dokonanego na lotnisku morderstwa, lecz także usunięcie niewygodnych świadków, jakimi byli obydwaj piloci. Ładunek, o którego potężnej sile nie zostali uprzedzeni, być może zabił Herringa, a u Prhala spowodował szok, przejawiający się chwilową utratą mowy bezpośrednio po uratowaniu.

***

Zrekonstruowany powyżej przebieg katastrofy w Gibraltarze 4 lipca 1943 roku to oczywiście tylko hipoteza. Wiąże ona w sposób możliwie spójny wszystkie znane fakty, nie rozwiązuje jednak wielu zagadek. Może też zawierać - i zapewne zawiera - elementy niezgodne z autentycznym przebiegiem wydarzeń. Śledztwo w sprawie śmierci gen. Sikorskiego, prowadzone najpierw przez polskie władze emigracyjne, później zaś przez historyków, od początku miało charakter poszlakowy i jak dotychczas jedynym pewnym ustaleniem jest to, że katastrofę spowodował zamach.


Tajemnice brytyjskich archiwów
Według ustaleń Normana Daviesa dokumenty brytyjskiego wywiadu dotyczące tragedii w Gibraltarze spoczywają w Public Record Office w Kew pod Londynem w dwóch teczkach datowanych na rok 1943. Jedną z nich, opatrzoną liczbą 25, odtajniono w 1968 roku (a więc zgodnie z normalną pragmatyką urzędową po upływie 25 lat). Na drugiej teczce widnieje adnotacja \"+35\", co oznacza, że jej zawartość zostanie prawdopodobnie odtajniona w 2003 roku.

Polski historyk Jacek Tybinka podaje natomiast, powołując się na własną kwerendę w PRO, że wciąż są niedostępne dwie inne teczki dotyczące śmierci Sikorskiego. Pierwszą, o sygnaturze AIR 2/15113, zatrzymano w Ministerstwie Lotnictwa, choć z jej oznaczenia (\"+25\") wynikałoby, że powinna zostać przekazana do archiwum w 1994 roku. Druga teczka (sygn. AIR 2/18812) zgodnie ze swym oznaczeniem zostanie odtajniona 1 stycznia 2002 roku, jeśli oczywiście wcześniej nie podzieli losu poprzedniej. Wydarzeń w Gibraltarze prawdopodobnie dotyczy także wciąż niedostępna teczka brytyjskiego Ministerstwa Obrony (sygn. DEFE 24/71).

Mimo wielokrotnych apeli strony polskiej władze brytyjskie odmawiają ujawnienia wszystkich materiałów związanych z tragedią w Gibraltarze. Co więcej, rząd JKM odmawia zwrotu stronie polskiej większości dokumentów państwowych odnalezionych przy gen. Sikorskim, nie tłumacząc nawet, dlaczego przywłaszczył sobie i przetrzymał przez ponad pół wieku cudzą własność.
------------
TAJEMNICE TRAGEDII W GIBRALTARZE (II)
Tadeusz A. Kisielewski
Mówią Wieki, 1 stycznia 2002

W poprzedniej części artykułu zrekonstruowałem prawdopodobny przebieg tragedii w Gibraltarze. Choć niemal pewne wydaje się dziś, że generał Sikorski poniósł śmierć w zamachu, nadal nie znamy wielu istotnych faktów i jesteśmy skazani jesteśmy na przypuszczenia. Jeszcze bardziej tajemnicza pozostaje kwestia tego, kto mógł być wykonawcą zamachu.

Gen. Sikorski zginął, ponieważ był przeszkodą w realizacji czyichś planów. W myśl zasady, że winnych zbrodni należy szukać wśród tych, którzy odnieśli z niej korzyść, mogli to być Niemcy, Brytyjczycy, Rosjanie oraz opozycyjnie nastawieni do Naczelnego Wodza Polacy. Ustalenie, komu z nich najbardziej zawadzał, nie będzie oczywiście równoznaczne z wykryciem faktycznych mocodawców zamachu w Gibraltarze, lecz w sytuacji, gdy wciąż nie można liczyć na odtajnienie kluczowych dokumentów archiwalnych, być może pozwoli postawić prawdopodobną hipotezę.
Paradoksalnie, najtrudniej doszukać się doniosłego motywu, którym mieliby kierować się Niemcy. Śmierć generała była im rzecz jasna na rękę, choćby dlatego, że mogła zachwiać morale polskiego społeczeństwa i zasiać w nim zwątpienie w sens dalszej walki. Jednak brak jakichkolwiek śladów, które wskazywałyby na udział Niemców w zamachu, a takie wyszłyby niewątpliwie na jaw po wojnie, po spenetrowaniu przez aliantów niemieckich archiwów i przesłuchaniu licznych świadków. Co więcej, latem 1943 roku, po skierowaniu przez stronę polską prośby do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża o zbadanie sprawy Katynia (co spowodowało zerwanie przez ZSRR stosunków z polskim rządem w Londynie), Niemcy nie mieli żadnego interesu, aby zabijać Sikorskiego.
Sikorski był jedyną, oprócz gen. Kazimierza Sosnkowskiego, znaczącą postacią polskiej emigracji. Był też skłonny zawrzeć ugodę ze Stalinem, a dobre stosunki z ZSRR były wówczas dla Wielkiej Brytanii priorytetem. Czy Churchillowi mogło więc zależeć na usunięciu generała? Wbrew potocznej opinii, trudno doszukać się takich motywów. Przeciwnie, wiadomo, że w 1943 roku Churchill był bardzo zaniepokojony możliwością odsunięcia Sikorskiego od władzy przez opozycję.
Mało prawdopodobny wydaje się też polski wariant zamachu. Liczne relacje wskazywały wprawdzie na ambicje gen. Władysława Andersa jako motyw takiego kroku, jednak szczątkowy materiał źródłowy nie pozwala na wyciągnięcie żadnych konkretnych wniosków. Sformułowanie żony generała Heleny Sikorskiej, że gen. Anders był główną przyczyną śmierci jej męża, trudno interpretować jako zarzut wydania rozkazu zabójstwa, bowiem nie potwierdzają tego żadne dowody.
Wreszcie wariant radziecki: Niezręczne rozegranie sprawy Katynia przez stronę polską Stalin przyjął jak wybawienie. Otrzymał silny argument propagandowy, dzięki czemu mógł wreszcie 25 kwietnia 1943 roku zerwać stosunki dyplomatyczne z Polską bez ściągania na siebie potępienia Zachodu. Nie był to jednak koniec jego kłopotów, bowiem ze strony polskiej zaczęły mnożyć się pojednawcze wypowiedzi, by załagodzić konflikt. Jak się przypuszcza, rozpoczęta 25 maja 1943 roku podróż Sikorskiego na Bliski Wschód miała na celu nie tylko dokonanie inspekcji 2. Korpusu i spacyfikowanie \"buntu\" Andersa, ale też nawiązanie poufnych kontaktów z Kremlem. Po dwóch latach zmagań z rządem polskim Stalin nie zamierzał jednak dopuścić, aby \"sprzymierzeniec jego sprzymierzeńców\" utrudnił mu przygotowywaną rozgrywkę. Sikorski cieszył się na tyle dużym autorytetem w obozie alianckim, że odrzucenie składanych przez niego ofert poprawy wzajemnych stosunków byłoby dla ZSRR niewygodne. Usunięcie generała pozbawiało natomiast stronę polską jedynego męża stanu, z którego zdaniem - przynajmniej w pewnym stopniu - liczyły się mocarstwa zachodnie.
TAJEMNICZY KURIER Z WARSZAWY
Wszelkie hipotezy dotyczące tragedii w Gibraltarze, obok spekulacji na temat mocodawców zamachu, muszą uwzględniać także pytanie, kim byli jego bezpośredni wykonawcy. Śledztwo prowadzone dotychczas przez historyków koncentruje się wokół postaci Jana Gralewskiego, posługującego się w Polsce pseudonimem Paweł Pankowski, a w Hiszpanii - Jerzy vel Paweł Nowakowski, który 8 lutego 1943 roku został wysłany z Warszawy przez polskie Państwo Podziemne celem przetarcia drogi do Hiszpanii. Według notatki odnalezionej w jego dzienniku, przybył do Gibraltaru 22 lub 23 czerwca. Szef tamtejszej Polskiej Misji Morskiej ppor. Ludwik Łubieński stwierdza natomiast, że w nocy z 3 na 4 lipca przyszedł ten kurier Gralewski, co oznacza, że albo informacja w dzienniku jest fałszywa, albo kurier wcześniej ukrywał się gdzieś w Gibraltarze i dopiero teraz zameldował się u szefa Misji. W każdym razie 4 lipca rano ppor. Łubieński zaprowadził Gralewskiego do Sikorskiego. Chociaż pierwotnym zadaniem kuriera było wyłącznie \"przetrasowanie\" szlaku do Hiszpanii, co jednoznacznie określił dowódca AK gen. Stefan Rowecki w swej depeszy do Londynu z 14 czerwca, ten w rozmowie z generałem oświadczył, że posiada ważne dokumenty zaszyfrowane kodem AK. Ponieważ w Gibraltarze nikt nie potrafił ich odszyfrować, Sikorski postanowił przewieźć Gralewskiego do Londynu w miejsce Łubieńskiego. Wyłania się oczywiście pytanie, dlaczego generał postanowił zabrać kuriera z sobą, zamiast po prostu przejąć od niego dokumenty? Być może chciał go np. wykorzystać jako kuriera do kraju, a może chciał usłyszeć od niego relację o sytuacji w Polsce, a w Gibraltarze na taką rozmowę brakowało czasu? Niezależnie od tego, jakimi motywami generał się kierował, inicjatywa mogła wyjść tylko od niego osobiście, a Gralewski nie mógł się wcześniej spodziewać zaproszenia do samolotu. Tym samym mało prawdopodobne wydaje się, aby to on był zamachowcem.
Historyków nie przypadkowo frapuje jednak postać kuriera z Warszawy. Około północy z 4 na 5 lipca, kilkanaście minut po starcie liberatora AL-534 z polskim premierem i jego świtą na pokładzie, na płycie gibraltarskiego lotniska znaleziono bowiem ciało Gralewskiego z kulą w głowie. Jego rzeczy osobiste, zidentyfikowane później przez żonę, wyłowiono natomiast z wraku samolotu, co oznacza, że był on już na jego pokładzie lub miał się tam wkrótce znaleźć. Na tym nie koniec zagadek. Niezależnie od do dziś nie wyjaśnionych okoliczności śmierci kuriera, związany z nim wątek ma wyraźne drugie dno. 24 czerwca do Gibraltaru przybyła przez Portugalię grupa 95 polskich żołnierzy, internowanych uprzednio w hiszpańskim obozie Miranda de Ebro. Wśród nich znajdował się mężczyzna podający się za Jerzego Nowakowskiego - tak samo, jak przybyły z Polski kurier. Około południa 4 lipca wizytujący uwolnionych żołnierzy Sikorski rozpoznał go, zwracając się do niego słowami: O, dobrze, że jesteś, że cię tu widzę, pojedziesz ze mną, zabiorę cię ze sobą. Jak wspomniałem, aby zwolnić w samolocie miejsce dla Gralewskiego, Sikorski postanowił pozostawić w Gibraltarze Łubieńskiego. Tymczasem kilka godzin później zaprosił na pokład znanego sobie \"mirandczyka\", nie troszcząc się o to, czy znajdzie się dla niego miejsce. Niekonsekwentne postępowanie Sikorskiego musi budzić nasze zdziwienie. Żadna z relacji nie potwierdza przy tym, aby ktokolwiek ze świty generała rzeczywiście pozostał z tej racji na terenie brytyjskiej enklawy. Nie wiemy też, czy na pokładzie samolotu znaleźli się ostatecznie i Gralewski, i podszywający się pod niego \"mirandczyk\". Jeżeli tak było, to prawdopodobnie doszło do konfrontacji, której efektem była śmierć prawdziwego kuriera.
Zastanawiającą zbieżność pseudonimów obu mężczyzn, których Sikorski zaprosił do Londynu, jak i niekonsekwentne zachowanie generała, tłumaczy się niekiedy faktem, że \"mirandczyk\" był sobowtórem przybyłego z Warszawy kuriera, celowo się pod niego podszywającym. Przy takim założeniu, Sikorski widząc go w szeregach uwolnionych z internowania żołnierzy, przypominałby mu jedynie o tym, co postanowił już rano. Mało przekonująca wydaje się natomiast hipoteza postawiona przez autorów programu \"Rewizja nadzwyczajna\", że zarówno \"mirandczyk\", jak i człowiek, który zjawił się u Łubieńskiego, byli sobowtórami autentycznego Gralewskiego, którego później znaleziono zastrzelonego na płycie lotniska. Zakładając, że na rozkaz generała do liberatora zaproszono dwóch fałszywych kurierów, jak wytłumaczyć w takim wypadku obecność w pobliżu samolotu ciała autentycznego Gralewskiego, który do nikogo się wcześniej nie zgłaszał i nikt go nie zapraszał na pokład maszyny? Zważmy też, że podstawienie przez zamachowców aż dwóch ludzi podszywających się pod kuriera z Warszawy, zwłaszcza jego sobowtórów, ogromnie zwiększałoby ryzyko dekonspiracji. Dlatego bezpieczniej będzie przyjąć, że Gralewski miał co najwyżej jednego sobowtóra, natomiast to on sam zameldował się w nocy z 3 na 4 lipca u ppor. Łubieńskiego. Co robił między tą datą, a odnotowanym przez siebie przybyciem do Gibraltaru - niestety nie wiemy. Zastanawia jednak, że w dzienniku Gralewski dał dyspozycję, gdzie ma zostać pochowany po śmierci, być może zdając sobie sprawę, że grozi mu realne niebezpieczeństwo.
DEPESZA Z LIZBONY
Kim jednak mógł być sobowtór Gralewskiego? Depesza ekspozytury polskiego wywiadu w Lizbonie z 25 czerwca 1943 roku informowała centralę w Londynie, że Gralewski Jan, pseudonim Pankracy (?!) wyjechał 23. Odwołany z puczu na Gibraltar celem ewakuacji do Londynu pod nazwiskiem Nowakowski Jerzy.
Tę lakoniczną informację można rozwinąć następująco: Było wówczas tajemnicą poliszynela, że gen. Anders lub jego otoczenie szykowali w Iraku pucz przeciwko Sikorskiemu, do czego jednak ostatecznie nie doszło. Człowiek występujący w depeszy pod nazwiskiem Gralewski, który miał prawdopodobnie odegrać w owym puczu ważną rolę, został odwołany z Bliskiego Wschodu. Polski wywiad, którego oficerowie w większości należeli do wrogich premierowi tzw. kół legionowo-sanacyjnych, być może nie tylko relacjonował tu bieg wydarzeń, lecz sam czynnie brał w nich udział. Gralewski 23 czerwca wyjechał do Gibraltaru, czyli - jak wówczas mówiono - na Gibraltar i stamtąd miał być wkrótce przerzucony do Londynu. Nie chodziło zatem o jakiś \"pucz gibraltarski\", gdyż wówczas depesza mówiłaby o odwołaniu z \"puczu na Gibraltarze\". Jeżeli to on był owym znanym Sikorskiemu \"mirandczykiem\", dołączył do grupy uwolnionych jeńców dopiero w Gibraltarze, bowiem depesza wyraźnie stwierdza, że nie był w Lizbonie.
Czy jednak jest możliwe, aby gen. Sikorski nie wyraził zdumienia, spotykając wśród byłych jeńców z hiszpańskiego obozu oficera, którego niedawno widział na Bliskim Wschodzie? Wydaje się to możliwe wyłącznie pod warunkiem, że ten oficer był używany do różnych tajnych misji i jego obecność w żadnym miejscu i z żadną tożsamością nie powinna była dziwić wtajemniczonych. Skądinąd wiadomo, że wśród 95 \"miranczyków\" było co najmniej 20 oficerów wywiadu, którzy przybyli z Bliskiego Wschodu lub Algierii. Wskazywałoby to jednoznacznie na powiązania fałszywego Gralewskiego z polskim II Oddziałem. Okazanie przez Sikorskiego zaskoczenia w oczywisty sposób dekonspirowałoby owego oficera - stąd taka, a nie inna, reakcja generała.
Trudniej natomiast wytłumaczyć w wypadku takiej hipotezy, dlaczego Sikorski przeszedł do porządku dziennego nad bliźniaczym podobieństwem kuriera z Warszawy i przybyłego z Bliskiego Wschodu oficera. Być może więc wcale nie byli oni sobowtórami. Gdyby było inaczej, to dlaczego generał nie zastanawiał się, czy dla \"mirandczyka\" wystarczy miejsca w liberatorze? Chociaż tych zagadek prawdopodobnie już nigdy nie uda się wyjaśnić, bez wątpienia depesza z 25 czerwca mówi o człowieku podszywającym się pod autentycznego Gralewskiego. Jego istnienie potwierdza jeszcze jedno źródło: spisy osób, które w czasie wojny przeszły przez Gibraltar. W jednym z nich jako pasażer transportu, który pod koniec lipca 1943 roku odpłynął z Gibraltaru do Afryki Północnej, figuruje strzelec piechoty Jerzy Nowakowski, pseudonim Paweł Pankowski. Jak pamiętamy, obydwoma tymi nazwiskami posługiwał się zastrzelony w nocy z 3 na 4 lipca Gralewski. Mężczyzna, który udawał się do Afryki, był więc zatem zapewne konsekwentnie podszywającym się pod niego, nawet po jego śmierci, \"mirandczykiem\".
Próby ustalenia autentycznej tożsamości tego człowieka spełzły dotychczas na niczym, ponieważ nie dysponujemy żadnymi wiarygodnymi dokumentami lub świadectwami. Znane są natomiast różne, trudne do zweryfikowania, pogłoski, jak np. zanotowana przez księdza Antoniego Furgała w sierpniu 1943 roku informacja o tajnym rozkazie nakazującym każdemu polskiemu oficerowi zastrzelić niejakiego Wiktora Suchego, oficera Polskich Sił Zbrojnych. Inne plotki mówiły o trzech rzekomych kurierach z okupowanego kraju, którzy pod koniec czerwca dotarli ponoć do Gibraltaru. Mieli to być Stanisław vel Franciszek Izdebski (pseudonim \"Pantaleon Drzewicki\"), rzekomy emisariusz PPS, który wyruszył z Warszawy 28 marca i pojawił się w Gibraltarze 24 czerwca, Tadeusz Miodoński (pseudonim \"Aris\") pochodzący rzekomo z Krakowa oraz Józef Dunin-Borkowski (rzekomo ze Skarżyska-Kamiennej). Wszyscy posługiwali się pseudonimami, ale ich nazwiska również nie były prawdziwe. Nie ma też żadnych poszlak lub przesłanek pozwalających zidentyfikować ich narodowość, która zresztą nie musiała być przecież tożsama z narodowością ich rozkazodawców. Pewne jest tylko to, że takich kurierów nikt z Polski nie wysyłał.
WCIĄŻ TAJEMNICA
A zatem nadal nie jesteśmy w stanie ustalić, kto dokonał zamachu na gen. Sikorskiego i kto wydał jego rozkaz. Teoretycznie w grę wchodzi co najmniej pięć możliwych sytuacji.
Po pierwsze, zamachowcami mogli być Polacy działający na rozkaz polskich wrogów generała. 26 marca, gdy Sikorski dopiero leciał z Gibraltaru do Kairu, wicepremier i minister spraw wewnętrznych Stanisław Mikołajczyk, minister Karol Popiel i wiceminister spraw wojskowych gen. Izydor Modelski odebrali tajemnicze telefony, informujące ich w języku polskim, że samolot Sikorskiego uległ katastrofie, a wszyscy pasażerowie zginęli. Mogła to być jednak równie dobrze akcja dezinformacyjna obcego wywiadu.
Kolejne warianty opierają się na założeniu, że za zamachem stał pośrednio lub bezpośrednio ZSRR jako państwo najbardziej zainteresowane usunięciem polskiego premiera. Radzieckie służby specjalne mogły wykonać zadanie samodzielnie bądź też cudzymi rękami. Bezpośrednimi zamachowcami mogli być np. Polacy świadomi lub nie, że wykonują rozkaz Kremla. W pierwszym wypadku mogliby sądzić, że realizują wolę polskich przeciwników Sikorskiego, w drugim - byliby po prostu agentami, być może nawet rekrutującymi się spośród oficerów Wojska Polskiego. Jeszcze inna ewentualność to Brytyjczycy, którzy także mogli działać nieświadomie, zakładając, że wykonują tajny rozkaz rządu Jego Królewskiej Mości. Ten, kto przekazałby taki rozkaz zamachowcom, musiałby być do tego oczywiście upoważniony z racji swego stanowiska w strukturach brytyjskich tajnych służb. Nie można tego wykluczyć, zważywszy, że ówczesnym szefem Secret Service na obszar Morza Śródziemnego był radziecki agent Kim Philby. Jednak gdyby zamachu rzeczywiście dokonali - wbrew woli swego rządu - Brytyjczycy, należałoby się spodziewać, że w jakiś czas później nastąpiłaby w Secret Service dyskretna czystka. Sprawa byłaby też zapewne znana w kręgach MI-5 oraz MI-6 i najprawdopodobniej jakieś informacje o niej przeciekłyby po tylu latach do licznych dziś publikacji na temat brytyjskiego wywiadu.
Warto zauważyć, że we wszystkich naszkicowanych tu wariantach władze brytyjskie miały istotne motywy, aby za wszelką cenę zatuszować sprawę: czy to z obawy przed własną kompromitacją (odpowiadały za bezpieczeństwo Sikorskiego), czy też chcąc uniknąć zadrażnień z Rosjanami. W każdej z tych ewentualności bezpośrednim uczestnikiem zamachu mógł być mężczyzna podszywający się pod Gralewskiego, a być może będący nawet jego sobowtórem, którego jedna z hipotez identyfikuje z tajemniczym Wiktorem Suchym. Rozszyfrowanie jego tożsamości i roli, jaką odegrał, stanowi najprawdopodobniej klucz do tajemnicy tragedii w Gibraltarze.

Za:źródlo
Pytan jest mnóstwo, odpowiedzi jakby mniej..
:P
W dyskusji podkreśla się fakt, że śmierć Sikorskiego najbardziej była na rękę Brytyjczykjom i Rosjanom, czynnik typowo polski-Oddział II i Muszkieterowie brany jest pod uwagę jako drugorzędny. Osobiście połączyłbym wszystkie trzy..
bTW nazwa Muszkieterzy prawdopodobnie wzięła się z tego, że organizacja lawirowała oraz miała kontakty we wszystkich najważniejszych wywiadach ówczesnego świata, czyli USA, Wielka Brytania, Niemcy.A przeciwko komu walczyła? Teoretycznie-Rosji, w praktyce uprawiała własną wizję Polski i własną rację stanu...
Dyskusja

daniem Churchilla główną przeszkodą był polski minister informacji, prof. Kot, który jako dawny polski ambasador w Moskwie źle wyrażał się o Stalinie. Churchill dalej twierdził, że zarządał od brytyjskiej prasy, aby rozpowszechniła zarzut, że nastawienie Sikorskiego do Związku Radzieckiego zagraża sojuszowi ze Stalinem. W trakcie tej rozmowy Roosevelt stwierdził bez dłuższego namyślania się: w takim razie Sikorski musi zostać usunięty. Po powrocie do Londynu, Churchill znalazł wiadomość od Sikorskiego: "Jak Pań wie, wkrótce jadę na Bliski Wschód, aby przeprowadzić inspekcję stacjonujących tam polskich oddziaów." Churchillowi spadł kamień z serca, bo wiedział, że Sikorski więcej nie wróci. W tym czasie musiały już istnieć konkretne plany, ponieważ jeden z pracowników polskiego ministerstwa obrony otrzymał wskazówkę od urzędnika brytyjskiego ministerstwa marynarki wojennej, aby nie dopuścić do odlotu Sikorskiego. Jednak Sikorski odrzucił te ostrzeżenia jako śmieszne i odleciał do Egiptu.

W czasie niespokojnego oczekiwania polskiego ministra Popielą w Londynie na wiadomość o szczęśliwym wylądowaniu gen. Sikorskiego w Kairze, zadzwonił telefon. "Mówię z ministrem Popiciem?", pytał ktoś po drugiej stronie słuchawki. "Słyszał pan już panie ministrze, że samolot gen. Sikorskiego rozbił się pod Giblartartem? Wszyscy pasarzerowie stracili życie." Popiel krzyczał do telefonu: "Kto mówi takie bzdury! Kim pań wogóle jest?" Jednak rozmówca odłożył słuchawkę. Popiel szukał dalszych informacji u innych członków polskiego rządu, którzy również otrzymali podobnie zagadkowy telefon. Jednak krótko po tym z Kairu doszła wiadomość, że Sikorski wylądował szczęśliwie. Sześć tygodni później Sikorski wracał do Londynu i znowu zatrzymał się w Giblartarze. Jego pilotem był znany czeski kapitan Prchal. Niedługo po wystartowaniu z Giblartaru, samolot zniknął z pola widzenia i więcej się już nie pokazał. Polscy oficerowie krzyczeli: "On spadł do morza. To oznacza dla Polski koniec!" Szybko wypłynęła na miejsce wypadku łódź pościgowa. Tylko pilot Prchal przeżył, bo miał ubraną kamizelkę ratowniczą. To zaskakuje, ponieważ Prchal był znany z tego, że jej nigdy nie nosił. Czyżby pilot Sikorskiego wcześniej już wiedział, jaki los czeka jego samolot? Także osoba dzwoniąca do ministra Popielą, wiedziała, że Sikorski rozbije się pod Giblartarem, tylko że pomyliła kierunek nieszczęśliwego lotu. Winę Roosevelta i Churchilla za śmierć Sikorskiego poświadcza też rozmowa telefoniczna przeprowadzona przez tych szefów rządów, która odbyła się 29 lipca 1943. W czasie jej trwania Churchill dosłownie powiedział do Roosevelta: "Byliśmy obydwoje zgodni, że ta osoba (Sikorski) wywołał na Kremiu duże zaniepokojenie ... i przez jej postawę doszło do wytworzenia się między nami wszystkimi rysy. Nie możemy jednak w tym czasie dopuścić do powstania takiego rozbicia. Ono byłaby śmiertelne." Co do usunięcia Sikorskiego dalej: "Te sprawy, jak byłyby one nieprzyjemne, musiały zostać wykonane w interesie wspólnej sprawy." Po próbach Roosevelta przelania całej odpowiedzialności za śmierć Sikorskiego wyłącznie na ręce Churchilla, mówił dalej Churchill: "Pan wie przecież, że omówiliśmy sprawę Sikorskiego aż do najdrobniejszych szczegółów, jak też to, że Pań całkowicie poparł rozstrzygnięcie sprawy. Z pewnośdą pan nie może poddać w wątpliwość ani pana wiedzy, ani pana odpowiedzialności. Tego nie będę akceptować." Na co Roosevelt żartem: "Jeden z moich najbardziej zaufanych współpracowników powiedział po dowiedzeniu się o tym wypadku, że wielu ludzi, którzy nie są ze mną tego samego zdania, giną w śmiertelnych wypadkach samolotowych."

Przy dokonywaniu porównań wypada zapoznać się z biografią Sikorskiego, wtedy być może łatwiejsze będzie zrozumienie dlaczego np. Andersowi czy Sosnkowskiemu mogło zależeć na śmierci Sikorskiego..
Biografia Sikorskiego
O muszkieterach
Muszkieterzy-początek AK
-----------------------------------

KATASTROFA W GIBRALTARZE. Po 60 latach wciąż tajemnica
Eugenia Maresch

Do dziś bez odpowiedzi pozostaje pytanie, czy katastrofa w Gibraltarze, do której doszło 4 lipca 1943 roku, czyli równo sześćdziesiąt lat temu, była efektem wypadku czy zamachu. Dochodzenia brytyjskie i polskie z 1943 roku wskazywały na pierwszą z tych hipotez. Za drugą przemawiały podejrzenia, że śmierć gen. Sikorskiego leżała w interesie jego przeciwników politycznych: Stalina, Brytyjczyków lub opozycyjnych wobec naczelnego wodza grup w szeregach Wojska Polskiego (szczegółowo tę problematykę analizuje Tadeusz A. Kisielewski w nr 1–2/2001 MW).

Wśród dokumentów brytyjskich, które udostępniono po 30 latach, jest niewiele materiałów wywiadu SIS (Secret Intelligence Service). Na początku 2000 roku odtajniono pochodzący z 1969 roku raport sekretarza gabinetu sir Burke’a Trenda, który koordynował pracę kilku resortów, w tym SIS. Jego zadaniem była weryfikacja ustaleń Komisji Śledczej Królewskich Sił Powietrznych (RAF) z 1943 roku oraz odnalezienie materiałów archiwalnych, które mogłyby obalić teorię, że zabójstwa Sikorskiego dokonano na rozkaz Churchilla. Była to reakcja na oskarżenia zawarte w sztuce Rolfa Hochutha Soldaten i książce Davida Irvinga Accident (wydanie polskie Wypadek, Pruszków 2000, Rachocki i S-ka).
Jak wyjaśnił Trend w poufnej nocie do ministra Harolda Wilsona: zespół ludzi badających dokumenty nie brał w ogóle pod uwagę hipotezy o zamachu ze strony brytyjskich służb specjalnych, która [...] wykluczyła się sama przez się. Uzasadniał to stwierdzeniem, że to Brytyjczykom zależało przecież, by Sikorski nadal żył i pozostawał u władzy, a ewentualne podejrzenia kierować należy w stronę Niemców, polskich przeciwników politycznych Sikorskiego oraz Sowietów, dlatego możliwość planowanego zamachu na życie Sikorskiego nie może być wykluczona.
Nawet po 30 latach rząd brytyjski nie zamierzał publikować dokumentów komisji śledczej z 1943 roku. Obawiano się, że przy wnikliwszej analizie wyjdą braki ośmieszające dowództwo RAF, które od samego początku zakładało, że był to wypadek. Komisja z 1943 roku zupełnie zignorowała np. fakt, że tuż przed feralnym lotem obok liberatora Sikorskiego stał samolot Iwana Majskiego, ambasadora ZSSR w Londynie. Gdyby możliwość sabotażu była brana pod uwagę na serio, już wtedy komisja musiałaby zadawać o wiele więcej pytań. Jednak po 26 latach przerwy na nowe pytania nie będzie można odpowiedzieć, ani też odtworzyć lub udowodnić faktów – stwierdził Trend. Przyznał także, że zabezpieczenie samolotu na lotnisku gibraltarskim było niedbałe i dawało niejedną okazję do sabotażu. Poza tym spostrzegł, że Komisja nie odnotowała pobytu w Gibraltarze nurka marynarki wojennej kmdr. Crabba, który brał udział w wyławianiu części samolotu. Jego raport kończy się stwierdzeniem, że stanowcze słowa podsekretarza stanu ds. lotnictwa kpt. Balfoura wykluczające sabotaż, wypowiedziane w parlamencie 23 grudnia 1943 roku, były bardziej kategoryczne, niż upoważniały do tego fakty.
Nie ulega wątpliwości, że problem bezpieczeństwa Sikorskiego musiał być poruszany szerzej w raportach brytyjskiego kontrwywiadu MI5 oraz SIS. Niestety, ich archiwa są niekompletne lub wręcz niedostępne. Część dokumentów zapewne usunięto, w Wielkiej Brytanii bowiem nie niszczy się z założenia żadnych materiałów, które mogłyby się okazać przydatne w polityce. Interesujące wydają się jednak nawet te nieliczne akta, które zostały odtajnione. Należą do nich raporty agenta SOE (Special Operations Executive) w Kairze mjr. Howartha do centrali w Londynie z lutego 1943 roku o planowanym przez polskich oficerów zamachu na Sikorskiego, które były wyciszane jako przesadne (a storm in a tea-cup – burza w filiżance). Z podobną reakcją spotkały się podejrzenia wobec polskich kół wojskowych zgłaszane przez wywiad wojskowy MI3 działający na Środkowym Wschodzie.

KTO CHCIAŁ USUNĄĆ SIKORSKIEGO?
Czy zignorowanie takich sygnałów było przejawem niefrasobliwości, czy też Brytyjczycy celowo przymknęli oczy na szykowany zamach? Czy w ich interesie leżało w ogóle – jak to określano – "usunięcie" Sikorskiego ze stanowiska szefa polskiego rządu?
Z dokumentów brytyjskich wynika, że kwestia usunięcia Sikorskiego pojawiła się już w 1941 roku, a na początku 1943 stała się tematem bardzo aktualnym. Głównie ze strony sowieckiej. Stalin nieustannie naciskał na rząd brytyjski, by użył swych wpływów do obalenia – jak twierdził Majski – arystokratycznego rządu polskiego o faszystowskich tendencjach. 6 maja 1943 roku Stalin w telegramie do Churchilla
zarzucił Brytyjczykom łamanie porozumień sojuszniczych. Jeżeli Polacy nie zaprzestaną szkalowania Związku Sowieckiego, niech wiedzą, że cierpliwość rządu sowieckiego ma swoje granice. Według Stalina Sikorski był terroryzowany przez polskie otoczenie "o prohitlerowskich tendencjach" i nie umiał dochować lojalności aliantom. Eden w swym telegramie do Churchilla, który przebywał na konferencji w Waszyngtonie, zgadzał się z opinią sowiecką, że rząd polski musi przejść rekonstrukcję, by stosunki polsko-sowieckie wróciły do normy. Anglicy rozważali taką ewentualność i analizowali pogłoski dochodzące ze środowiska polskiego. Świadczy o tym raport rezydującego w Kairze brytyjskiego ministra stanu Richarda Caseya o przebiegu rozmów z gen. Władysławem Andersem. Miał on oświadczyć otwarcie, że istnieją nieporozumienia pomiędzy wojskiem a rządem, i zapowiedzieć, że jak na razie nie będzie żadnych incydentów ani demonstracji, ale rzeczy wkrótce muszą się zmienić, w przeciwnym razie on zrezygnuje i wtedy nie będzie odpowiedzialny za to, co może się wydarzyć. W odpowiedzi Churchill nakazał Caseyowi trzymanie ręki na pulsie i powstrzymanie Andersa od podejmowania nieobliczalnych decyzji, wyjaśniając, że na widnokręgu nie ma nikogo, kto mógłby zastąpić Sikorskiego. Churchill wydał też tajne dyspozycje attaché wojskowemu w Iraku płk. Hopkinsonowi dotyczące uciszenia przez Andersa jego adiutanta kpt. Klimkowskiego i innych, głośno i wprost mówiących o zamachu na Sikorskiego. Hopkinson spełnił to polecenie.
Brak zainteresowania usunięciem Sikorskiego potwierdza również poufna korespondencja pomiędzy Churchillem i ministrem spraw zagranicznych Anthonym Edenem. W jednym z listów brytyjski premier pisze np.: podobnie jak
ty myślę, że Sikorski i niektórzy z rządu powinni być zatrzymani. Jeżeli Sikorski zmieni układ swego rządu pod obcym naciskiem, należy przypuszczać, że on sam zostanie odrzucony przez swoich, a wtedy i my nie dostaniemy lepszej osoby na jego miejsce.
Pożegnanie Sikorskiego z Edenem przed wylotem na Bliski Wschód nastąpiło 22 maja 1943 roku. Premier jeszcze raz zapewnił, że zrobi wszystko co w jego mocy, by wytłumaczyć rodakom, że Polska potrzebuje porozumienia z Rosją. Brytyjczycy byli pewni, że słowa dotrzyma. Oczekiwali jednak z niecierpliwością raportu min. Caseya z Kairu, który nadszedł 26 maja. Donosił o kurtuazyjnej rozmowie Sikorskiego z Andersem, jaka odbyła się w jego obecności. Anders był wyraźnie zdominowany przez osobowość Sikorskiego. Polski premier miał się wyrazić wobec Caseya, że Anders jest jak mały chłopiec, który żałuje, że coś złego zrobił, i dlatego jest mu wybaczone. Ale w przyszłości będzie on musiał uważać na swe posunięcia.

DALSZE HIPOTEZY
W odtajnionych przez Brytyjczyków dokumentach znajdują się też informacje, które rzucają nieco światła na nurtującą historyków kwestię, dlaczego Sikorski chciał lecieć do Gibraltaru przez Afrykę. Jak wynika z telegramu Józefa Retingera do Foreign Office z 21 czerwca, zmiana planu nastąpiła w ostatniej chwili, z inicjatywy Sikorskiego, który pragnął spotkać się w Algierze z gen. Giraud (o którym miał dobrą opinię, w przeciwieństwie do gen. de Gaulle’a), aby – według Retingera – omówić sprawę transportu polskiego złota, przetrzymywanego przez Francuzów w Dakarze. Brytyjczycy niechętnie zgodzili się na tę wizytę, jednak w ostatniej chwili, 2 lipca (na dzień przed wylotem z Kairu), Sikorski ją odwołał, nie chcąc budzić podejrzeń o mieszanie się w wewnętrzne rozgrywki francuskie.
Dzień później telegram szyfrowy X9888 do sztabu RAF w Gibraltarze, nadany z Kairu o godz. 3.04 przez stacje tranzytowe na lotniskach w Bone, Oranie i Maison Blanche, podał, że tajny lot liberatora AL 523 rozpocznie się 3 lipca o godz. 4.06 z lotniska Kair Zachodni; na pokładzie miał się znajdować naczelny wódz i premier Rzeczpospolitej Polskiej.
Sikorski leciał zatem trasą do Algieru, choć wizyta została odwołana. Jest to kolejna zagadka wymagająca wyjaśnienia, tym bardziej że w odtajnionych aktach wywiadu do telegramu przypięta była rękopiśmienna notatka świadcząca o jego niewłaściwym obiegu. Żaden z ujawnionych dotychczas dokumentów brytyjskich nie rozstrzyga niestety, czy gen. Sikorski poniósł śmierć w wypadku, czy padł ofiarą zamachu. Wyraźnie potwierdzają one jednak, że władze brytyjskie od początku starały się wyciszyć katastrofę gibraltarską, z góry przyjmując tę drugą hipotezę.
Dokumenty nie wyjaśniają tym bardziej, kto mógłby być sprawcą zamachu. Znajdują się w nich jednak poszlaki, które wskazują, że wbrew częstym opiniom nie byli nimi najprawdopodobniej Brytyjczycy. Bogactwo interpretacji wielu historyków w Polsce i za granicą skłania nas do smutnej refleksji: ile dokumentów (nie tylko brytyjskich) ważnych dla zobrazowania polskiego udziału w drugiej wojnie światowej pozostaje nadal w ukryciu.

Prawdopodobnie albo dowiemy się wyrywkowej prawdy albo nigdy nie dowiemy się niczego Co jednak jest tak wybuchowego w archiwach, że przesuwa się czas ich ujawnienia?
..Tak jak w sprawie Hessa...
O archiwach
A szkoda, że tak wyprano archiwa, skoro wg Coleville'a wywiad polski był "najlepszy ze wszystkich wywiadow biorących udzial w II wojnie światowej".
Archiwa Cd.
Być może kluczową rolę oprócz Osmeckiego i Witkowskiego odegrał Kim Philby?

Gibraltarski łącznik
Jerzy Sławomir Mac
Wprost, 6 sierpnia 2000

Co naprawdę zdarzyło się 4 lipca 1943 r. na lotnisku w Gibraltarze, skąd odleciał w swą, jak się okazało, ostatnią podróż generał Władysław Sikorski, premier polskiego rządu na obczyźnie i naczelny wódz polskich sit zbrojnych?

Krótko przed katastrofą wydarzyło się coś, o czym wiedzieli nieliczni i czego przez długie lata nie łączono ze śmiercią Sikorskiego. "16 kwietnia 1943 r. przyleciał w tajemnicy na Półwysep Iberyjski Kim Piliłby, wykonując misję specjalną z ramienia brytyjskiej służby tajnej\" - ujawnił Anthony Cave Brown w wydanej niedawno książce "Szpiegowska afera stulecia", poświęconej temu najwyżej ulokowanemu sowieckiemu agentowi w brytyjskich służbach specjalnych. Philby pełnił kolejno funkcje szefa kontrwywiadu zagranicznego, rezydenta w Stambule, oficera łącznikowego w Waszyngtonie i osoby odpowiedzialnej za operacje SIS (brytyjskiego wywiadu) w Europie Wschodniej, niemal w komplecie zakończone klęską (powstanie warszawskie było jedną z nich). Dopiero w latach 60. wyszło na jaw, że był on od początku lat 30. sowieckim agentem, któremu Kreml zawdzięczał doskonalą znajomość tajemnic brytyjskich w czasie, gdy ważyły się losy wojny i gdy kształtował się powojenny ład świata. "To człowiek, który pogrzebał mocarstwowe aspiracje Anglików" - pisze o nim Brown.

Ujawnienie działalności Philby\'ego podważyło zarówno oficjalną wersję przyczyn katastrofy, jak i podejrzenia, że mógł on paść ofiarą spisku brytyjskich służb specjalnych. Jeśli Philby przyłożył rękę do katastrofy w Gibraltarze - a wiele na to wskazuje - to nie jako agent brytyjski, lecz sowiecki. Wersja katastrofy lotniczej, wykluczająca zamach, miała zresztą w świecie niewielu zwolenników, poza jej autorami. Opublikowany jeszcze w roku śmierci generała raport specjalnej komisji śledczej, powołanej przez rząd brytyjski do wyjaśnienia przyczyn katastrofy, stwierdzający, że nie było sabotażu, został zakwestionowany przez polski rząd w Londynie. Emigracyjne władze RP zarzucały między innymi, że nie badano związku między tym wypadkiem a wcześniejszą próbą spowodowania katastrofy samolotu generała Sikorskiego na lotnisku w Montrealu w styczniu 1942 r. Na początku lat 60. Jan Nowak-Jeziorański, wówczas dyrektor rozgłośni polskiej Radia Wolna Europu, spotkał się z czeskim pilotem Liberatora, Prchalem, który jako jedyny ocalał z katastrofy. Dyrektor rozgłośni polskiej RWĘ chciał go między innymi spytać, jak to się stało, że miał na sobie kamizelkę ratunkową, czy też spadochron, dzięki czemu przeżył. Przecież musiało mu to przeszkadzać w pilotowaniu maszyny. Raport tego nie wyjaśniał. - Podczas tej rozmowy był w defensywie. Zasłaniał się utratą pamięci w ostatnich chwilach przed katastrofą i powtarzał w kółko oficjalną wersję o zablokowaniu sterów -wspomina dziś Jan Nowak-Jeziorański.

Aeronautyczne ustalenia raportu, mające świadczyć o zablokowaniu sterów samolotu przez nie umocowany ładunek, zostały zakwestionowane w artykule, który ukazał się w fachowym miesięczniku "AeropIane\". Najkrócej rzecz ujmując, chodziło o to, że stery samolotu Liberator były w innym położeniu, niż mogłoby to wyniknąć z ich zablokowania przypadkowym przedmiotem.
Wątpliwości były starannie podsycane przez historiografię i propagandę PRL, która zaszczepiała w umysłach Polaków hipotezę o zamachu dokonanym przez Anglików. Premier polskiego rządu na wychodźstwie miałby im zawadzać w utrzymaniu dobrych stosunków z sowieckim sojusznikiem. Sikorski zginął wszak wkrótce po odkryciu w lesie katyńskim zwłok zamordowanych polskich oficerów, co spowodowało zerwanie stosunków dyplomatycznych miedzy Moskwą a rządem polskim. Dużą rolę w utrwalaniu tego przekonania odegrał nakręcony w stanie wojennym film "Katastrofa w Gibraltarze\". Jego reżyser Bohdan Poręba, prezes osławionego Stowarzyszenia Grunwald, do dziś chwali się, że w tym filmie pierwszy wspomniał o Katyniu. Obraz w swej wymowie utrwalał tezę o brytyjskim spisku. - W interesie Anglii nie leżało zabijanie Sikorskiego. Gdyby im przeszkadzał, mogliby zrobić z nim to, co zrobili z Tomaszem Arciszewskim, premierem rządu na uchodźstwie: "zamknąć go w lodówce\", czyli ignorować, przestać uznawać - wywodzi Jan Nowak-Jeziorański. Jego zdaniem, jeżeli był to zamach, to stał za nim nie Churchill, lecz Stalin.

Twierdził to już Marian Kukiel, historyk i generał, przed wrześniem 1939 r. profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, w czasie wojny dowódca l Korpusu, po wojnie biograf Sikorskiego i dyrektor londyńskiego instytutu jego imienia. Według Kukiela, Philby miał wejść w posiadanie! szczegółowej marszruty podróży Sikorskiego i dostarczyć ją Sowietom. Ładunek, który spowodował katastrofę, mógł więc zostać zainstalowany już wcześniej, w Kairze. O tym, że Philby pełnił funkcję instrumentu w zabójstwie Sikorskiego, był też przekonany Romuald Spasowski, były ambasador PRL w Waszyngtonie, który w stanie wojennym zerwał z reżimem Jaruzelskiego i pozostał w USA. Jego żona była spokrewniona z rodziną Sikorskiego. Nowak-Jeziorański przypuszcza, że Philby lub jakiś inny umocowany agent sowiecki mógł się też przyczynić do zamachu na generała de Gaulle'a 21 kwietnia 1943 r. na lotnisku w Glasgow. - Przecież de Gaulle też był główną przeszkodą na drodze do opanowania władzy we Francji przez komunistów po jej wyzwoleniu - wywodzi kurier z Warszawy.

- Istotnie, Sowieci mogli mieć w tym interes; skłócić zachodnich sojuszników, doprowadzić do sytuacji kryzysowej w polskich władzach emigracyjnych, co się w pewnym stopniu stało, i ułatwić przejęcie władzy w Polsce przez komunistów -przyznaje prof. Andrzej Paczkowski, historyk z PAN. Zauważa jednak, że było to trochę nie w ich stylu, - Nie przypominam sobie, by w tamtych czasach inspirowali jakiś zamach na przywódcę czy głowę państwa. Nawet na Hitlera. Usuwali raczej swoich: Trockiego, liderów białej emigracji. Uważam, że sprawa jest nadal otwarta.

Philby zmarł w 1988 r. w Moskwie, obsypany przez Kreml najwyższymi honorami. Dostał Order Lenina, wypuszczono nawet znaczek pocztowy z jego podobizną. Zostawił po sobie ogromną kolekcję. dokumentów i pamiętniki, z których tylko część została opublikowana. Zawartość jego archiwum jest do dziś jedną z tajnych broni Kremla. Zdaniem historyków, powinny tam być i na pewno są dokumenty związane z misja Philby\'ego na Półwyspie Iberyjskim przed śmiercią Sikorskiego, które mogłyby ostatecznie wyjaśnić zagadkę katastrofy jego samolotu. Aby jednak skłonić Moskwę do otwarcia archiwów, najpierw powinien otworzyć je Londyn. Na początku lipca Jan Nowak-Jeziorański wystosował do szefa brytyjskiego MSZ, Robina Cooka, list otwarty z prośbą o ujawnienie i udostępnienie wszystkich dokumentów dotyczących katastrofy w Gibraltarze, których Wielka Brytania - jak przyznaje autor listu - "w ówczesnych warunkach nic mogła ujawnić\", a także materiałów z prowadzonych później śledztw w sprawie angielskich szpiegów w służbie wywiadu sowieckiego. "Przekonany jesieni, że jakakolwiek pomoc ze strony rządu Jego Królewskiej Mości w ustaleniu prawdy historycznej wzmocni jeszcze bardziej więzy przyjaźni między Anglią a Polakami\" - pisze Nowak-Jeziorański. - Żeby mój list odniósł skutek, strona polska powinna powiedzieć jasno: nic mamy powodów do cienia podejrzeń wobec Anglii. Uważamy jednak, że śledztwo w sprawie katastrofy powinno zostać wznowione i sięgnąć Moskwy. TyIko wspólne wystąpienie obu krajów mogłoby ją skłonić do ujawnienia prawdy. Skoro przyznali się do zbrodni katyńskiej, nie ma powodów, by nie mogli się przyznać do zamachu na Sikorskiego - twierdzi w rozmowie z "Wprost\".

Podjęcie prac polsko-brytyjskiej komisji ds. archiwów polskiego wywiadu z okresu II wojny światowej, utworzonej przez premierów Tony\'ego Blaira i Jerzego Buzka, stwarza bardzo dobry klimat, Wchodząca w skład komisji prof. Daria Nałęcz, naczelna dyrektor Archiwów Państwowych, podkreśla ogromną życzliwość i otwartość strony brytyjskiej. - Nie wykluczam więc, że wśród udostępnionych nam dokumentów znajdą się też materiały dotyczące śmierci Sikorskiego, również polskiej proweniencji - mówi prof. Nałęcz. Mogą one wiele wyjaśnić, ale mogą też przysporzyć dodatkowych komplikacji. W rym czasie, gdy zginął generał, w Gibraltarze odbywał się wielki zjazd polskiej siatki wywiadowczej, której członkowie po śmierci generała rozjechali się po świecie. Uczestnicy tego spotkania nie byli indagowani przez brytyjską komisję śledczą. Mogli być wśród nich również podwójni i potrójni agenci czy agenci "odwróceni\". Służby specjalne chronią tych tajemnic jak źrenicy oka.

---------------------------------------------------------
Nocą 4 lipca 1943 r. samolot Liberator B-24 należący do RAF wystartował z lotniska w Gibraltarze, po kilku sekundach utracił wysokość i spadł do morza. Na pokładzie prócz załogi i gen. Sikorskiego znajdowała się jego córka, szef sztabu polskich sił zbrojnych gen. Klimecki, dwóch posłów do parlamentu brytyjskiego oraz pięciu innych pasażerów. Uratował się tylko pilot. Według oficjalnej wersji, przyczyną katastrofy była blokada sterów, którą spowodował chlebak z konserwami, zostawiony przypadkowo przez angielskiego mechanika, przygotowującego maszynę do startu.

-----------------
Zagadka zagadka zagadka..... :D
A Co wy o tym myślicie kto mógł mieć największe powody aby zabić generała Sikorskiego?

#2 Gutek-Pablo

Gutek-Pablo

    Expert Rank

  • Użytkownicy +
  • 3357 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Wrocław -okolica

Napisano 09 06 2005 - 06:13

Zagłosowałem na inne ponieważ Rosjanie i Brytyjczycy się porozumieli. inną kwestią jest utajnienie na kolejne lata dokumentów :D

To skandal ale nasz sojusznik czyli Brytyjczycy wchodzili w d..ę Stalinowi, chcieli zademonstrować jakim są mocarstwem :P

#3 agitarius

agitarius

    Good Rank

  • Użytkownicy +
  • 460 postów
  • Lokalizacja:profil nieaktywny

Napisano 09 06 2005 - 07:49

To skandal ale nasz sojusznik czyli Brytyjczycy wchodzili w d..ę Stalinowi, chcieli zademonstrować jakim są mocarstwem

Historia uczy że stosunki międzynarodowe polegają na wchodzeniu silniejszemu w d..ę. My też ostatnimi latami bratamy się w ten sposób z U.S.A. - to właśnie polityka.

:P
Ten profil jest nieaktywny, do usunięcia !!!!!!!
Nie wysyłajcie PMek

#4 Gość_Unicorn_*

Gość_Unicorn_*
  • Goście

Napisano 09 06 2005 - 07:55

Z Brytyjczykami bylo o tyle ciekawie, że byli między młotem a kowadłem: między przeciwnikiem ideologicznym a własnym sojusznikiem, idealistycznie nastawionym do świata i do ZSRR, a co za tym idzie..naiwnym;-)
Brytyjczycy dodatkowo chcieli w jakiś sposób ocalić własne imperium kolonialne i strefy wpływów, co dokładnie przejrzał Stalin i wykorzystał w rozmowach z Rooseveltem.
Do dzisiaj niewyjaśnione są niektóre motywy działania Roosevelta a szczególnie pozycja Harry'ego Hopkinsa..
Ale bez spisków :P
Swoją drogą alianci zachodni na nowo odkrywają naszą historię i swoją także..Ludzie tacy jak Davies powinni dostać odznaczenie państwowe;-)albo należy ich zrobić ambasadorem.
Pozdrawiam

#5 Tarwater_Silur_The Watersample

Tarwater_Silur_The Watersample

    Good Rank

  • Użytkownicy +
  • 478 postów
  • Lokalizacja:horyzontalne

Napisano 09 06 2005 - 10:37

...Ludzie tacy jak Davies powinni dostać odznaczenie państwowe;-)albo należy ich zrobić ambasadorem...

eee... może lepiej nie - skoro to swój chop :( to może lepiej tak dla niepoznaki zmieszać go z błotem - zgodnie ze starą polską tradycją - bo nie daj boże ktoś mu dosypie do herbaty polskiego yunana i biedak skończy jak sikorski :(

#6 Gutek-Pablo

Gutek-Pablo

    Expert Rank

  • Użytkownicy +
  • 3357 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Wrocław -okolica

Napisano 09 06 2005 - 12:48

Ok @Unicorn ale ja bym tego kraju nie bronił. Zawsze mieli i mają swoje zdanie. Jak były rocznice zakońmczenia II wojny światowej nie wspominali o Polakach walczących i broniacych ich przed inwazją Niemiec, mówię o dywizjonie np. 303, 302 itp.

Nie uważam że byli naiwni tylko przebiegli!!!

#7 Gość_Unicorn_*

Gość_Unicorn_*
  • Goście

Napisano 09 06 2005 - 13:21

Ja także nie próbuje ich tłumaczyć, daleko mi do tego;-)
Stwierdzam fakt, że powoli przypominają sobie o nas i tyle. Doskonale pamiętam co Churchill powiedział Andersowi albo paradę zwycięstwa w Londynie czy sprawę Enigmy.
Także nie uważam żeby byli nawini..Byli i są przebiegli, zawsze woleli opłacać innych aby za nich się bili;-)
Co do naiwności to myślałem o Amerykanach...
Ciekawe co dalej będzie z tą sprawą.
:(
Pozdrawiam

#8 Gutek-Pablo

Gutek-Pablo

    Expert Rank

  • Użytkownicy +
  • 3357 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Wrocław -okolica

Napisano 09 06 2005 - 13:46

Obecnie słyszy się w telewizji, prasie, radiu itd., że powstaje coraz więcej publikacji na temat II wojny światowej i udziału Polaków w obronie Wielkiej Brytanii. Wielu ludzi jest zdziwionych niektórymi faktami, przyznają że nie wiedzieli, albo nie mieli pojęcia - po mału okazują Nam szaczunek :(

#9 tenchika

tenchika

    Second Rank

  • Użytkownicy
  • 84 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Koluszki- Łódź

Napisano 20 12 2005 - 22:32

Co do powodów zabicia gen. Sikorskiego wydaje mi sie, iż na pewno nie byli to Niemcy. Zbyt im zależało, by mieć poparcie generała w sprawie mordu oficerów polskich w Katyniu.

Natomiast jeśli idzie o Anglików, mimo małych niezgodności, nie było powodów do likwidowania Naczelnego Wodza, a poza tym i nam i brytyjczykom zalezało na dobrych układach.

Uważam, ze najwiecej powodów mieli Rosjanie..
Pod pretekstem "sprawy katyńskiej" zerwali stosunki polsko-radzieckie.
Jednak korzenie tej decyzji tkwia w okresie przed 1942 rokiem( gdzie później jeszcze się tylko zaostrzały), po prostu rząd polski był nieustepliwy w sprawie wschodnich granic. Tak więc gen. Sikorski utrudniał powiekszenie obszaru ZSRR i prawdopodobnie
( gdyby nie śmierć ) przeszkadzałby Rosjanom w planie podporzadkowania sobie Polski.


Pozdrawiam :)
"Waiting here, as I sit by the stone
They came before me, those men from the sun.
Signs from the heavens say I am the one. "

#10 Gość_Unicorn_*

Gość_Unicorn_*
  • Goście

Napisano 20 12 2005 - 22:45

Ostatnio w Angorze był wywiad z autorem książki, dość różnie przyjętej w środowisku historycznym-mianowicie:Tadeuszem Kisielewskim-"Zamach. Tropem zabójców gen. Sikorskiego".
On także skłania sie ku tezie, że to Rosjanie zabili nam generała.
A palce maczał w tym Kim Philby, osławiony superszpieg.

Co do powodów zabicia gen. Sikorskiego wydaje mi sie, iż na pewno nie byli to Niemcy. Zbyt im zależało, by mieć poparcie generała w sprawie mordu oficerów polskich w Katyniu

Zgadza się..

Natomiast jeśli idzie o Anglików, mimo małych niezgodności, nie było powodów do likwidowania Naczelnego Wodza, a poza tym i nam i brytyjczykom zalezało na dobrych układach

Pan Kisielewski wyjasnia czemu Anglicy tak ukrywają zabójstwo- z kilku przyczyn,min. głupio się przyznac, że się ...nawaliło.Czyli dopuścilo do śmierci VIPA. 2. Prawdopodobnie dwóch Anglików lub więcej--organizator i być może któryś z pilotów-było zamieszanych w spisek..

Uważam, ze najwiecej powodów mieli Rosjanie..
Pod pretekstem "sprawy katyńskiej" zerwali stosunki polsko-radzieckie.
Jednak korzenie tej decyzji tkwia w okresie przed 1942 rokiem( gdzie później jeszcze się tylko zaostrzały), po prostu rząd polski był nieustepliwy w sprawie wschodnich granic. Tak więc gen. Sikorski utrudniał powiekszenie obszaru ZSRR i prawdopodobnie
( gdyby nie śmierć ) przeszkadzałby Rosjanom w planie podporzadkowania sobie Polski

Możliwe, że mielibyśmy podobną sytuacją tylko rozciągniętą w czasie--jak w Czechosłowacji lub mogłoby dojść do układu-ale w to wątpię-jak w Finlandii..
Marionetki w rodzaju PKWN raczej nie byłoby gdyby żył gen. Sikorski. Tym bardziej, że pomimo swoich wad był on mężem stanu. A inni politycy polscy to zwykli statysci.

#11 Gość_sparhawk_*

Gość_sparhawk_*
  • Goście

Napisano 21 12 2005 - 13:00

Mi sie zawsze nasuwalo pytanie Dlaczego general zginal.
Katyn, czy granice Polski to moglbyc powod, ale to troszke za malo, tak mi sie wydaje.

Znawca historii nie jestem.
Wiem, ze w tamtym czasie mielismy dwoch wspanialych generalow.
Jeden nazywal sie Swierczewski. Zadzil on na wschodzie i przedewszystkim stawial sie Rosjanom.
Drugi nazywal sie Sikorski. Ten z kolei mial bardzo duzo do powiedzenia zachodowi, to im sie stawial.

Swierczewskiego zlikwidowali Rosjanie i to nie podlega dyskusji.
Natomiast o Sikorskim jest tyle wersji, ile ludzie sa w stanie wykombinowac z faktow zwiazanych z ta sprawa.
Jedno ich bardzo laczylo. Chcieli jak najlepiej dla Polski i robili wszystko, zeby tak bylo.

Jedni oskarzaja Brytyjczykow, inni Rosjan i Amerykanow.
Napewno nie maczali w tym rak Niemcy. Bo i jak, skoro caly kontrwywiad Niemiecki pracowal dla Anglikow.
Zreszta to trzeba przyznac Anglikom, ze kontrwywiad mieli najlepszy na swiecie wtedy.

Wracajac do tematu. Nadal spor miedzy, ktory z trzech mocarzy maczal w tym rece.
Moga sie smiac niektorzy z Was, jednakze chcialbym podkreslic jeden fakt.
Amerykanie cala wojne handlowali z Rosjanami,Anglikami i Niemcami.
Coraz trudniej jest ukryc IM, ze praktycznie do samego konca sprzedawali Niemcom materialy do produkcji broni itp.
Rosjanom nie pozostawali dluzni. U Anglikow bylo podobnie.
Wszyscy mysleli, ze to byly datki. No fajnie, tylko skad z gospodarki, ktora byla na wykonczeniu, stali sie potega podczas wojny.
Kasa. Jak nie wiadomo o co chodzi to zawsze chodzi o pieniadze.
Podejrzewam, ze Sikorski przeszkadzal wszystkim w realizowaniu bardzo tajnych ukladow na zachodzie. Niby Anglicy(Amerykanie) byli po naszej stronie, ale tak naprawde to zawsze mieli i beda nas miec w dziobie. Moze dowiedzial sie, ze gdyby nie pieniadze, nie handel, to wojne moznaby juz dawno zakonczyc. Nie wiem tego.

Uważam, ze najwiecej powodów mieli Rosjanie..
Pod pretekstem "sprawy katyńskiej" zerwali stosunki polsko-radzieckie.
Jednak korzenie tej decyzji tkwia w okresie przed 1942 rokiem( gdzie później jeszcze się tylko zaostrzały), po prostu rząd polski był nieustepliwy w sprawie wschodnich granic. Tak więc gen. Sikorski utrudniał powiekszenie obszaru ZSRR i prawdopodobnie
( gdyby nie śmierć ) przeszkadzałby Rosjanom w planie podporzadkowania sobie Polski


Stosunki polsko-radzieckie zostaly zerwane juz kiedy Rosjanie nam nie pomogli, wtedy kiedy mieli pomoc.

Natomiast co do granic. Stalin mial gleboko w powazaniu tego typu sprawy, a szczegolnie nie przejmowal sie ludzmi.
Sprawe granic wg mnie bardziej utrudnial Swierczewski, i rzeczywiscie jego zlikwidowalo NKWD. A utrudnial moze w tym sensie, ze buntowal Polske i Polakow, bo przewidywal jaki bedzie koniec tego. Zreszta sie nie pomylil.(granice).

Nie wiem czy ktos slyszal o tym, dlaczego Rosjanie tak zaciekle walczyli do samego konca (mowie o zolnierzach).Pewien Pan, sie nazywal Stalin, wydal dyrektywe, ze jesli zolnierze podda sie wrogowi, to cala jego rodzina pojdzie do piachu. Wobec takiej swiadomosci, az im sie chcialo umierac "za ojczyzne". Takich przypadkow bylo wiecej. Stalina nie obchodzily liczby, tylko cele. Po co mial likwidowac Sikorskiego, ktory byl niewygodny wszystkim. Raczej liczyl na to, ze zrobi to zachod.
Bez wzgledu na to czy Sikorski byl czy nie, Ruscy swoje plany by zrealizowali. Niewazne czy mialoby to kosztowac Stalina 100 tys. ludzi, czy kilka milionow. On i tak dopialby swego.

Tak naprawde to pewnie nigdy sie nie dowiemy kto go zlikwidowal.
Jedyne co wiem, to to, ze Rosjanie nie bawili sie w takie rzeczy. Jakies niewiadome zamachy.
Pozatym po Katyniu mozna wywnioskowac, ze az tak dobrze roboty tego typu nie byli w stanie wykonac.
Za to wywiad Brytyjski, na uwszedni czas doskonaly, mogl sie na to pokusic.

Tak na marginesie, Stalin zawsze slynal z okrucienstwa i bezwzglednosci, a nie ze sprytu.
Ze sprytu zawsze slyneli Amerykanie.

#12 Gość_Unicorn_*

Gość_Unicorn_*
  • Goście

Napisano 21 12 2005 - 20:23

Mi sie zawsze nasuwalo pytanie Dlaczego general zginal.
Katyn, czy granice Polski to moglbyc powod, ale to troszke za malo, tak mi sie wydaje

To dobre pytanie. Jasne, że musiał być jeszcze jakiś powód.. Choć czy kwestia rządu czy ustawienia uległych marionetek nie mogła już wystarczyć? Hm..być może Stalin obawiał się, że jego upragniona kontynuacja "dzieła Lenina"-rewolucja na Zachód a dokładniej jej eksport nie uda się, bo..w pewnym momencie....I tu mamy otwarte pole do spekulacji, czyli np.
wojska że tak powiem Ententy Zachodniej;-) wyzwalają Polskę i Czechosłowacje a co za tym idzie Niemcy...Koniec drogi w tym momencie..
Polacy znowu staliby się przeszkodą w drodze na Zachód. Stalin sądził, że marionetki mają pewne poparcie w społeczeństwie i dysponują sporą siłą..Po Powstaniu Warszawskim musiał zrewidowac swoje poglądy.
Dla mnie ciekawe jest to co było PO powstaniu warszawskim a między kolejnym rozpoczęciem ofensywy...
Dziwnie im się przestało nagle wszystkim śpieszyć.
I na Wschodzie i na Zachodzie..

Jeden nazywal sie Swierczewski. Zadzil on na wschodzie i przedewszystkim stawial sie Rosjanom

Hm...dyskusyjne twierdzenie, zważywszy na przeszłość generała a raczej agenta..Niemniej pomijając różnice ideologiczne miał on jakąś wizję Polski jak..Berling. I tego generała ceniłbym bardziej.

W 1918 r. walczył w oddziałach Armii Czerwonej przeciwko oddziałom atamana Kaledina na froncie południowym. W pierwszą rocznicę rewolucji październikowej wstąpił do Rosyjskiej Komunistycznej Partii (bolszewików). W 1919 r. został dowódcą kompanii w 123 pułku strzelców Armii Czerwonej, którą dowodził w czasie walk nad rzeką Doniec. Za zasługi w tych walkach został mianowany dowódcą batalionu, a w 1920 r. odznaczony Orderem Czerwonego Sztandaru.

Podczas wojny polsko-bolszewickiej Świerczewski został na własną prośbę skierowany na front zachodni i walczył jako dowódca batalionu Armii Czerwonej przeciw wojskom polskim. W czasie tych walk został dwukrotnie ranny

W 1921 r. skierowano go na kurs w Wyższej Szkole Piechoty, a następnie był wykładowcą taktyki walki na broń białą na Kursie Dowódców Czerwonych Komunardów. Walczył w guberni tambowskiej tłumiąc bunty chłopskie. Po zakończeniu walk został skierowany do Wyższej Szkoły Piechoty Dowódców Pułków, którą ukończył w 1924 r. Po jej ukończeniu skierowano go na studia do Akademii Wojskowej im. Frunzego, którą ukończył w 1927 r.

Po ukończeniu Akademii Frunzego, Świerczewski objął funkcję szefa sztabu pułku kawalerii, a w 1929 r. mianowano go szefem IV Zarządu Sztabu Generalnego Armii Czerwonej. Funkcję tę pełnił do 1931 r., a następnie był w dyspozycji sztabu Generalnego do czasu wyjazdu do Hiszpanii w 1936 r. W tym okresie był komendantem szkoły Wojskowo-Politycznej Sekcji Polskiej Międzynarodówki Komunistycznej, w której szkolono polskich komunistów wysyłanych następnie w roli agentów OGPU/NKWD, na ziemie II Rzeczpospolitej

Za:Wikipedia- http://pl.wikipedia....ol_Świerczewski

Swierczewskiego zlikwidowali Rosjanie i to nie podlega dyskusji

Jest kilka wersji, m.in. że został zabity przez lipne bojówki..
Zapewne jednak Rosjanie głęboko byli w tym umoczeni.

Napewno nie maczali w tym rak Niemcy. Bo i jak, skoro caly kontrwywiad Niemiecki pracowal dla Anglikow.
Zreszta to trzeba przyznac Anglikom, ze kontrwywiad mieli najlepszy na swiecie wtedy

Jakby nie patrząc...Ale kontrwywiad angielski był przecież gruntownie zlustrowany i rozpoznany--słynna piątka...+inni agenci..
ZSRR miał w tym czasie najlepszą siatkę kontrwywiadowczą na świecie--pomijam polski kontrwywiad z oczywistych względów.
Masz rację, że kasa decydowała o wszystkim. Nie przeszkadzało to wczesniej aliantom zachodnim handlować z III Rzeszą czy w latach 30-tych z Rosją sowiecką.. Do dzisiaj wychodzą dziwne powiązania-np. IBM.. Co on dostarczał Adolfowi i po co przeczytać można w kilku książkach..
Sikorski jak większość Polaków wierzył w idee, w świecie pieniądza był szkodliwy..
A kto go zabił i po co???

#13 tenchika

tenchika

    Second Rank

  • Użytkownicy
  • 84 postów
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Koluszki- Łódź

Napisano 21 12 2005 - 22:51

Jesli idzie o Anglie, to mieli oni nadzieje na inwazję przez Bałkany, (było jeszcze przed Teheranem). W tej sytuacji silna Polska miała stanowić obronę przed zakusami ZSRR. Kto miałby stanąć na jej czele jak nie Sikorski ?
Z drugiej strony generał szedł na pewne ustępstwa wobec ZSRR ..Był więc marionetką.

Sikorski mógł być równiez ofiara dzialań, które mialy miejsce w głebokiej konspiracji. Może był ofiara jakiś organizacji wywiadowczych, z ktorych kazda miała w swoich szeregach ludzi utrzymujacych kontakty z wczorajszymi wrogami a dzisiejszymi sojusznikami.
Podobno także Anders nie przedpadał za Wodzem i jego niezdecydowanymi i zachowawczymi ruchami wobez Angli i Rosji. Tak więc miał wielu wrogów zarówno w swoim otoczeniu..

Prawdopodobne wiec, że zamachowcy sadzili, iz po wyeliminowaniu generala uda sie wzmocnic polska sprawe i uratowac kraj przed całkowitą klęską. Uwazano bowiem, ze Sikorski zaprzepascil wiele szans.

Jesli idzie o odtajenie dokumentów wladze brytyjskie musialy zatuszowac okolicznosci dochodzenia, bo prawda mogla doprowadzic do tragicznych skutkow..
Anglicy mieli w tym czasie pod swoją kontrola polskie oddzialy na Bliskim Wschodzie. I gdyby polacy dowiedzieli sie, że na terenie wysp doszło do zamachu , a nie wypadku rebelia mogla miec nieprzewidziane skutkii.

ALe dlaczego do dziś nie chcą odtajnić dokumentów ?
Może w sprawe giblartarską zamieszane jest dużo wiecej państw. A może polska odegrała tu znaczącą role?
Z drugiej strony nawet jesli Anglicy przedstwaia dokumenty, to zostają jeszcze archiwa Rosjan, a to co tam sie kryje pewnie nigdy sie nie dowiemy

Pozdrawiam :)
"Waiting here, as I sit by the stone
They came before me, those men from the sun.
Signs from the heavens say I am the one. "

#14 slaw

slaw

    Medium Rank

  • Na emeryturze
  • 221 postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:z chojen

Napisano 24 12 2005 - 00:20

akurat na ten temat nie mam zdania - moze akurat sie ten pieprzony samolot zepsuł <_<




Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych